Helwetyk Romański
Komentarze
True.
A ja czekam, aż WKM doda opcję „lubię to” do artykułów… :-)
Wczoraj słyszałem prezydenta Komorowskiego, wspominającego o „zapisach Konstytucji”. Może PWN pójdzie z duchem czasu i uzna „potoczną” definicję za dopuszczalną?
Eksperyment metetingowy, Wasza Książęca Mość.
Przepraszam, źle przeczytałem, nie wiedzieć czemu zobaczyłem „program powrotowy” i się zafiksowałem do końca lektury komentarza.
Wynotowałem Ci wszystkie istotne błędy. Dasz radę. :-)
Dywiz — na klawiaturze występuje pod umowną nazwą minusa. Cytowałeś diuka Ł.ego, pisząc o relacji „korona-rząd”, zamiast „korona – rząd” względnie „korona — rząd” (purysta językowy zapewne zwróciłby także uwagę na to, że w tym kontekście nazwy własne powinny rozpoczynać się z wielkiej litery, a w tekście nie znajdowała się, ujęta w nawiasach kwadratowych, adnotacja o zachowaniu pisowni oryginalnej).

Przyczepiłem się z dwóch powodów. Pierwszy był taki, że naprawdę spodobał mi się artykuł i chciałem, żeby dostał drugą tantiemę. Drugi zaś — że nie może być za miło, a ponadto tak, jak niektórzy reagują na „zapis”, tak inni na naprawdę dość rażące błędy typograficzne, którymi nie warto psuć tekstu. :-)
Choć tak właściwie, skoro artykuł zwraca uwagę na posługiwanie się terminem zapis, to ja chciałbym zwrócić uprzejmą uwagę na to, że tytułów nie kończymy kropką (5.2.5), w akapitach rozpoczynających nie stosuje się wcięć (5.8.1), same wcięcia powinny mieć wielkość od jednego do półtora firetu (5.8.3), odnośniki do przypisów umieszczamy przed kropką (6.6.10), relacje oznaczamy pauzą, a nie dywizem, oraz dodajemy odstępy po bokach (18.9.1, 18.9.13), nadto zwracamy czujną uwagę na wiszące spójniki na końcach zdań (5.5.9).

(Wybrane reguły podane za: Robert Chwałowski, Typografia typowej książki, Helion, Warszawa 2002)
Lubi to.
Narracyjna rola prowincji wynika z samego faktu ich funkcjonowania w określonej przestrzeni geograficzno-kulturowej. Nawet gdyby prowincje zostały całkowicie zlikwidowane, narracja by pozostała. Na tym odcinku Kanclerz przekonał mnie jednak do tego, że jakaś struktura wspomagająca działania lokalne może być korzystna.

Jaki model dotyczący miast został wdrożony w BRC i dlaczego miałby się nie sprawdzić?
Słowo-zamiennik również podpada pod kodeks, Wasza Miłość. :-)
Model siemianowicki zakłada minimalne uprawnienia prowincji, ponieważ sytuuje je w strukturze władz publicznych. To ma, w świetle obecnej demografii, sens.

Model związków komunalnych zakłada, że prowincje mogą robić to, co chcą, ponieważ sytuuje je w sferze prawa prywatnego. To również ma, w świetle obecnej demografii, sens.

Jedynym modelem bez sensu jest status quo. :-)
Model siemianowicki jest mi bliski i absolutnie nie oponowałbym wobec jego przyjęcia. Twierdzę jednak, że mikronacje pozwalają na pójście o krok dalej — stąd powyższe tezy. Przyjęcie założenia, w myśl którego prowincje są dobrowolnymi zrzeszeniami miejscowości (starostów) z jednej strony znosi niekonieczne blokady, z drugiej porządkuje ustrój, likwidując irracjonalne dwa szczeble władzy.
@Rooshoffy Byczeq: „Tyle” w tym kontekście stanowi o jakościowej różnicy. Ale jakim, na miły Bóg, „ustrojowym”?
1) Nie. Prowincje obecnie nie działają (umówmy się, że organizacja narad w celu określenia planu działania nie jest faktycznym działaniem), a ponieważ nie realizują żadnych szczególnie użytecznych zadań, problemu w zasadzie nie ma. Problem pojawi się, jeżeli sytuacja w Sarmacji ulegnie poprawie, co pociągnie za sobą powrót sporów kompetencyjnych, a to z kolei przełoży się na jałowe konflikty.

„Nowe” prowincje będą dawały dokładnie te same możliwości wykazania się dla nowych mieszkańców, co obecne. Postulowany model jedynie/aż likwiduje potencjalne punkty zapalne oraz przywraca ustrojowi zdrowy rozsądek, znosząc dodatkowy szczebel władzy.

2) Projekt w żadnym punkcie nie dotyka zagadnień kulturowych. Wewnętrzna różnorodność może jedynie ulec zwiększeniu w następstwie zaproponowanych rozwiązań, kreujących nowe płaszczyzny działania. Obecnie można dokonać wyboru między trzeba bytami: Baridasem, Starosarmacją i Teutonią. W przypadku przyjęcia powyższych tez, będą mogły powstawać kolejne — ten projekt daje ku temu narzędzia, jednocześnie nie wiążąc się z uwikłaniem w biurokrację.

3) Chodzi o środki pieniężne zgromadzone na rachunkach prowincji, niezależnie od tego, czy znajdują się w Banku Sarmacji, czy w nowym systemie. W myśl projektu, prowincje jako publiczne osoby prawne znikają, znikają też ich pieniądze. Inicjatywy przejmuje w zarząd Rada Ministrów, po czym je prywatyzuje.

4) Nie, mają zostać zarchiwizowane i czekać na lepsze czasy. Żadnego niszczenia czegokolwiek.
Nawiasem mówiąc, jestem bardzo zaskoczony, spodziewałem się InDesigna. :-)

Szkoda tylko, że wbudowana w tajemniczy program maszynka do PDF jest dziadowska (nie poprawili od poprzedniej wersji…) i niepotrzebnie zamienia czcionki na krzywe, przez co plik jest dobrych kilka razy cięższy niż by być musiał. Z zawodowego obowiązku proponuję przetestować wspomniany CutePDF: jest opcja, że popsuje bitmapy, ale jest też opcja, że będzie „lżej”.
Tajemnica jak tajemnica, w pliku PDF widać. ;-)
Oczywiście, program zakłada możliwość publikacji za pomocą dostępnych w nowym systemie informatycznym narzędzi.
System nie umożliwia publikacji PDF, ale wygenerowanie takiego pliku z dowolnego programu do składu tekstu nie powinno nastręczać większych trudności. Osobiście korzystam z http://www.cutepdf.com/products/cutepdf/writer.asp (program dodaje się jako dodatkowa drukarka) i bardzo sobie chwalę. :-)
Jeżeli ktoś pytał o to wcześniej, przepraszam, ale — czy jest możliwość wydawania PP także w formacie PDF?
Jak dźwięk paznokci na tablicy.
Ale czy ja bronię? Miejscowości są prywatne, wolnoć Tomku w swoim domku. Tylko błagam, nie nazywajmy ich samorządami.
Waham się między uwłaszczeniem miejscowości a puszczeniem pieniędzy z dymem (Rada Ministrów nie zacznie prowadzić ciekawej polityki finansowej mając miliony libertów w dyspozycji; obawiam się, że z uwłaszczonymi miejscowościami byłoby podobnie).
Absolutnie państwa. Przypadek przeze mnie opisany ma charakter ściśle związany z systemem informatycznym. Wprowadzanie wniosków i ręcznych przelewów byłoby skrajnie irracjonalne.
(Baridas jako region geograficzny i kulturowy przecież pozostanie. Niezmiennie nalegam na nieutożsamianie sfery instytucjonalnej z kulturą i narracją.)
Zupełnie na marginesie, ale akurat pomoc socjalna może się okazać potrzebna w przypadku, gdy ktoś jest jednocześnie nieszczęśliwy i spłukany — nie może zatem zarobić na to, by powrócić do pracy.