Park Stołeczny, Robert Fryderyk, 19.01.2016 r. o 13:04
"Żywa historia" #2 - dołącz do zabawy!
Seria wydawnicza: Żywa Historia

Chcę Was zaproponować coś nietypowego — wspólnie pisaną żywą historię. Zasady są proste — osoba, która chce się wspólnie ze mną/nami bawić podejmuje opowieść w miejscu, w którym zakończono część poprzednią i ją kontynuuje — wprowadza nowe, własne wątki, osoby, wydarzenia, sytuacje. Są tylko dwa warunki — historia musi się łączyć i być spójna z częścią poprzedzającą, oraz nie zabijamy, mordujemy czy w inny sposób eliminujemy postaci wprowadzonych przez innych uczestników zabawy — to mogą zrobić tylko ich "ojcowie". Historia toczyć się może w całym Księstwie Sarmacji i jego samorządach, krajach uni itd. Dzieje się w czasach teraźniejszych. Wątki muzyczne, organoleptyczne i oniryczne mogą nawiązywać do reala.

Prawda, że proste? Gwarantuję Wam, że to będzie WIELKI FUN! Poniżej pierwsza, otwierająca zabawę, część "Żywej historii" Gorąco zapraszam i zachęcam do pisania!

UWAGA: zanim ostatecznie klikniecie "opublikuj" w swoich elementach upewnijcie się, czy w międzyczasie nie pojawiła się kontynuacja napisana przez kogoś innego.

* * * * *

- Co za wyczucie chwili – pomyślał oszołomiony Miłosz – i co teraz, co? Coś najlepszego narobiła furiatko!
- Zamknij się! – krzyknęła blondynka – Na imię mam Anna, a teraz zamknij te chrzanione drzwi i wszyscy marsz do kuchni! Chcę wiedzieć co tu się dzieje!
- Ty chcesz wiedzieć? – Monika nie wytrzymała – TY CHCESZ WIEDZIEĆ?! Wpadasz tu jak do siebie, mizdrzysz się do Miłosza, który nawet Cię nie zna, a później strzelasz dookoła, zabijasz człowieka i jeszcze CHCESZ WIEDZIEĆ?! Ty głupia babo! Jak śmiesz!
- Spokój moje panie… – szeptem powiedział Miłosz – Chyba czas porozmawiać… Anna, odłóż ten pistolet, obie usiądźcie w kuchni, ja zrobię kawę i porozmawiamy, dobrze?

Zza drzwi, przez korytarz wciąż sączyła się muzyka i słowa absurdalnie pasujące do sytuacji… “Zastrzeliłem się, październikiem w łeb, w bramie obok mnie, leżał martwy i modlił się jak mógł, ten sam pijany bóg, którego ja wzywałem…

Siedzieli w kuchni i pili kawę. Kobieta nerwowo dotykała pistoletu. Monika skupiła się na nim, mały kobiecy pistolecik, który potrafi przebić się przez drzwi. Zaklęła w myślach.
- Jest mi winny pieniądze.- Anna rozpoczęła. Miłosz i Monika natychmiast prychnęli śmiechem.
- A komu nie? Nie wiem czy wiesz, ale ten idiota przechlał, przećpał i przehulał wszystkie pieniądze jakie zostawili mu rodzice. - Monika z kwaśnym uśmiechem dolała sobie kawy. Miłosz spokojnie złapał za bułkę.
- Policji się to wyjaśnienie spodoba, gdy zapytają o trupa. - od niechcenia kiwnął głową w kierunku leżącego na podłodze ciała.
- Policja się o tym nie dowie, to był mój ochroniarz. - Zamarli, kto potrzebuje ochroniarza w tym miejscu?
- Wojtek uwiódł mnie i przelał na swoje konto dwa miliony dolarów, mieliśmy pojechać do Stanów. - Załkała, a Monika skrzywiła się. Histeryczka z bronią, tego nam było jeszcze potrzeba, zwłaszcza, że nikomu nie powiedziała gdzie idzie…
- Tylko dwa? – Monika prawie parsknęła śmiechem. - Miłosz z lekkim rozbawieniem na ustach, skierował z obawą wzrok na pistolet. Na szczęście Anna tym razem po niego nie sięgnęła.
-Po pierwsze aż dwa miliony, po drugie zakpił ze mnie, po trzecie…
Anna ostentacyjnie napiła się kawy. W tym czasie Miłosz zdążył wygrzebać paczkę i wyciągnąć papierosa.
- Po trzecie to nie do końca były wtedy moje pieniądze, a pewien Rosjanin bardzo się zdenerwował, że nie dostał przelewu za kryształ...

I właśnie po tych słowach, tak Monika jak i Miłosz wiedzieli już, że jednak znowu braciszek namieszał nie tylko na jednej płaszczyźnie, a odkręcenie tego zajmie im ciut więcej niż poprzednio, w szczególności, że do pomieszczenia właśnie weszło dwóch naprawdę smutnych panów.

Monika ledwo dostrzegalnym ruchem złapała Miłosza za rękę. – Teraz! – krzyknęła głośno, a Miłosz wypowiedział szybko trzy słowa w nieznanym Annie języku. W pokoju zapadła momentalnie cisza. Po sekundzie blondynka i dwóch nowych przybyszów zorientowało się, że Monika i Miłosz zniknęli.
- Uff, udało się. Jesteś jak zwykle cudowny Miłoszku – słodkim, i już nieco rozluźnionym głosem powiedziała Monika.
- Dobra, dobra, byle szybko, wiesz, że po tej stronie nie możemy zostać długo. W długą Maleńka! W długą!

Można by to nazwać przestrzenią astralną, można by zaświatami albo też jak zwała to Monika “gdzieszlagkolwiek”. Najważniejsze że było to miejsce bardzo pomocne w ucieczkach, czasem też jak w jej przypadku, w poszukiwaniach. Niestety, jak wszystko co przydatne, jest drogie i jak każda droga na skróty niebezpieczne. Nie licząc tego, że siedziała w tym zakrzywieniu czasu i grawitacji połowa boogymenów, to jeszcze tutejsze odbicia kotów bywały naprawdę wredne. Ale cóż czas spędzony tutaj odpowiadał jednej tysięcznej normalnego, dlatego też opłacało się czasami tu podróżować. Niestety dwóch smutnych panów, teraz ewidentnie smutniejszych zagrodziło im drogę na ulicy która zamierzali pobiec.
- Ups... - stwierdził Miłosz.
- Kur... - stwierdziła Monika.
A smutni panowie nie powiedzieli nic po prostu wyjęli broń…

Mogło być tak pięknie… niestety wystrzelili. Mogło być tak tragicznie… niestety nie trafili. Mogło być wesoło... niestety wystrzał obudził nie to co trzeba.
Monika i Miłosz zauważyli tylko cień. Na resztę nie patrzyli. Zajmowała ich już ucieczka, w której towarzyszył im przeraźliwy krzyk jednego z niedoszłych oprawców. Kiedy zabrakło im tchu, zatrzymali się ciężko oddychając w jakiejś bramie. Po dłuższej chwili na nieme pytanie dziewczyny czy wychodzą Miłosz odpowiedział tylko ciężkim zipnięciem. Nie miał siły. Wejście tu to jedno wyjście to drugie. Oboje to wiedzieli. Nie mając pojęcia co dalej zaczęli dalej biec. Parę kilometrów dalej wiedzieli jedno - na chwilę obecną mieli więcej fuksa niż szczęścia.

Kilka chwil później wyszli do rzeczywistości. Znaleźli się na zapleczu jakiejś speluny pomiędzy resztki wymiocin, kondomów, butelek i innych śmieci. Oboje ciężko dyszeli a krwawa plama na czołach świadczyła o tym skąd wyszli.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
1 360,00 lt
Ten artykuł lubią: Maxymilian Velmilla-Popow, Tomasz Ivo Hugo, Siergiusz Asketil.
Komentarze
Maxymilian Velmilla-Popow
Sławetny Kanclerz raczy żartować... To po co ja zacząłem pisać drugą część? :)
Odpowiedz Permalink
Robert Fryderyk
He he he :D Przepraszam! :D Grzecznie poczekam teraz na Pańską część ;)
Odpowiedz Permalink
Siergiusz Asketil
Pomyślcie nad zrobieniem listy kolejności, choćby na forum.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.